Od kilku miesięcy temat nowej ustawy o zawodzie psychologa regularnie wraca w rozmowach, które prowadzę zarówno wewnątrz zespołu Solutio Care, gdzie na co dzień współpracuję z psychologami, jak i w spotkaniach z klientami indywidualnymi, wśród których znaczącą grupę stanowią właśnie osoby wykonujące ten zawód. Pytania są bardzo podobne: co ta ustawa realnie zmienia, czy wprowadza nowe obowiązki, czy zwiększa ryzyko odpowiedzialności, a przede wszystkim, czy porządkuje sytuację, która przez lata była źródłem niepewności. To nie jest ciekawość akademicka. To próba zrozumienia, jak nowe prawo przełoży się na codzienną praktykę zawodową, współpracę z instytucjami i poczucie bezpieczeństwa zarówno psychologa, jak i jego klienta.
Przez ponad dwadzieścia lat znana była ustawa, która w praktyce nigdy nie weszła w życie. W tym samym czasie rosło społeczne znaczenie psychologii, zwiększało się zapotrzebowanie na pomoc psychologiczną, a wraz z nim pojawiały się pytania o granice kompetencji, odpowiedzialność zawodową i ochronę osób korzystających z tych usług.
Nowa ustawa z 9 stycznia 2026 roku jest próbą odpowiedzi na te problemy. Nie jest rewolucją w rozumieniu praktyki psychologicznej, ale jest wyraźnym sygnałem, że państwo przestaje udawać, że zawód psychologa funkcjonuje w próżni regulacyjnej. Ustawa wprowadza jasne ramy prawne, definiuje zawód jako zawód zaufania publicznego, porządkuje kwestie rejestru i odpowiedzialności, a jednocześnie świadomie pozostawia część obszarów poza regulacją ustawową. W dalszej części tekstu spróbuję spokojnie i bez emocji przeanalizować, co to oznacza w praktyce i dlaczego dla wielu psychologów ta ustawa jest bardziej zmianą porządkującą niż ograniczającą.
Konieczność uchwalenia nowej ustawy o zawodzie psychologa nie wynikała z nagłej zmiany realiów, lecz z wieloletniego funkcjonowania tego zawodu w stanie legislacyjnego zawieszenia. Ustawa z 2001 roku formalnie istniała w obrocie prawnym, ale nigdy nie weszła w życie w funkcjonalnym znaczeniu. Brak aktów wykonawczych, niepowołany samorząd zawodowy i nieuruchomiony rejestr sprawiły, że przez ponad dwie dekady zawód psychologa pozostawał w praktyce poza realną regulacją.
Ten stan zawieszenia miał konkretne konsekwencje. Tytuł „psycholog” funkcjonował w przestrzeni publicznej bez skutecznego mechanizmu weryfikacji, odpowiedzialność zawodowa była rozproszona, a granice kompetencji pozostawały nieostre. Dla osób rzetelnie wykształconych i działających zgodnie z etyką oznaczało to brak realnego wsparcia systemowego, a dla klientów brak prostego narzędzia sprawdzenia, czy osoba oferująca pomoc rzeczywiście posiada uprawnienia. W praktyce rynek usług psychologicznych rozwijał się dynamicznie, ale bez ram, które porządkowałyby relację między wolnością wykonywania zawodu a ochroną interesu publicznego.
W tym samym czasie znaczenie psychologii rosło w sposób, który trudno było dalej ignorować. Psychologowie coraz częściej uczestniczą w procesach diagnostycznych, opiniodawczych, terapeutycznych i decyzyjnych, których skutki mają wymiar prawny, zdrowotny i społeczny. Brak spójnej regulacji przy takiej skali odpowiedzialności przestał być tylko problemem środowiskowym, a zaczął być problemem systemowym. To właśnie ten rozdźwięk między realnym ciężarem zawodu a brakiem działających przepisów stał się głównym impulsem do przygotowania nowej ustawy.
Projekt ustawy z 9 stycznia 2026 roku, który przeszedł przez Sejm i został skierowany do Senatu, jest próbą wyjścia z tego wieloletniego impasu. Na tym etapie nie mamy jeszcze obowiązującego prawa, lecz jasno zarysowany kierunek zmian. Ustawodawca próbuje wreszcie uruchomić mechanizmy, które przez lata pozostawały na papierze: samorząd, rejestr, odpowiedzialność zawodową i realną ochronę tytułu. Z perspektywy praktyki zawodowej to nie jest moment triumfu ani zagrożenia, lecz moment przejścia od stanu nieformalnej dowolności do uporządkowanych, przewidywalnych ram, na które środowisko psychologów czekało od lat.
Uznanie psychologa za zawód zaufania publicznego w projekcie nowej ustawy nie jest zmianą symboliczną ani deklaratywną, choć przez lata właśnie w taki sposób bywało traktowane w przestrzeni publicznej. W praktyce oznacza to wpisanie zawodu psychologa w ten sam porządek prawny, w którym funkcjonują profesje obdarzone szczególnym społecznym zaufaniem, a więc takie, którym powierzane są informacje wrażliwe, decyzje o istotnych konsekwencjach życiowych oraz realny wpływ na zdrowie, bezpieczeństwo i funkcjonowanie innych osób. Z perspektywy codziennej pracy psychologa oznacza to, że relacja z klientem przestaje być postrzegana wyłącznie jako prywatna usługa, a zaczyna być traktowana jako relacja chroniona interesem publicznym.
W praktyce zawodowej bardzo wyraźnie widać, dlaczego takie podejście było konieczne. Psychologowie mają dostęp do informacji, których ujawnienie lub niewłaściwe wykorzystanie może mieć poważne konsekwencje, zarówno dla jednostki, jak i dla jej otoczenia. Przy takim poziomie odpowiedzialności brak jednoznacznego statusu prawnego zawodu był nie do utrzymania, bo nie dawał ani klientom realnej ochrony, ani psychologom jasnych granic odpowiedzialności.
Status zawodu zaufania publicznego oznacza także, że państwo przejmuje część odpowiedzialności za stworzenie ram, w których to zaufanie może być egzekwowane. Nie chodzi tu o ingerowanie w treść pracy psychologa, w jego metody czy podejście, lecz o zapewnienie mechanizmów weryfikacji kwalifikacji, kontroli etycznej i reakcji na nadużycia. Dla wielu psychologów, z którymi rozmawiam, to ważna zmiana perspektywy. Zawód przestaje być chroniony wyłącznie przez środowiskowe autorytety, a zaczyna być wspierany przez formalny system odpowiedzialności.
Jednocześnie warto podkreślić, że uznanie psychologa za zawód zaufania publicznego nie jest przywilejem, lecz zobowiązaniem. Wiąże się z nim większa przejrzystość, możliwość ponoszenia konsekwencji dyscyplinarnych oraz ryzyko utraty prawa wykonywania zawodu w przypadku rażących naruszeń.
Jednym z najważniejszych elementów projektu nowej ustawy jest realne uruchomienie mechanizmów, które przez lata pozostawały wyłącznie w sferze deklaracji, czyli rejestru psychologów oraz samorządu zawodowego. W praktyce to właśnie brak tych dwóch narzędzi najbardziej przyczyniał się do chaosu na rynku usług psychologicznych.
Centralny rejestr psychologów będzie pełnić funkcję nie tylko informacyjną, ale także ochronną. Dla klientów oznaczać to będzie możliwość weryfikacji uprawnień osoby, której powierzają sprawy wrażliwe i często bardzo osobiste. Dla samych psychologów będzie to narzędzie porządkujące rynek i oddzielające profesjonalną praktykę od działalności osób, które posługują się tytułem bez podstaw prawnych. W dłuższej perspektywie taki rejestr ustabilizuje warunki konkurencji.
Równie istotną rolę odgrywać będzie samorząd zawodowy, który w projekcie ustawy otrzymuje realne kompetencje nadzorcze i dyscyplinarne. To istotna zmiana jakościowa w porównaniu z dotychczasową sytuacją, w której środowisko psychologów było w dużej mierze pozbawione narzędzi do reagowania na nadużycia. Samorząd ma nie tylko prowadzić rejestr, ale także dbać o standardy wykonywania zawodu, reagować na skargi i prowadzić postępowania dyscyplinarne. W praktyce oznacza to przeniesienie odpowiedzialności za jakość zawodu bliżej środowiska, zamiast pozostawiania jej wyłącznie ogólnym mechanizmom prawa cywilnego czy karnego.
Z perspektywy rynku usług psychologicznych jest to krok w stronę większej przejrzystości i przewidywalności. Porządkowanie nie polega tu na ograniczaniu dostępu do zawodu, lecz na stworzeniu czytelnych zasad, które chronią zarówno klientów, jak i psychologów działających w dobrej wierze.
Najbardziej wyczekiwanym, a jednocześnie najrozsądniej zaprojektowanym elementem projektu nowej ustawy jest uporządkowanie momentu wejścia do zawodu psychologa i wprowadzenie formalnej opieki po studiach. Przez lata był to obszar szczególnie problematyczny, bo funkcjonował w oparciu o rozwiązania, które istniały głównie w teorii albo w dobrych praktykach środowiskowych, bez jednolitych zasad i bez realnego umocowania systemowego. W efekcie młodzi psychologowie bardzo często wchodzili na rynek pracy z poczuciem niepewności, a instytucje i klienci nie zawsze mieli jasność co do zakresu ich uprawnień.
Projekt ustawy zakłada, że samo ukończenie studiów psychologicznych nie jest jeszcze równoznaczne z pełnym i samodzielnym wykonywaniem zawodu. Wejście do praktyki ma być poprzedzone okresem współpracy z opiekunem, który pełni rolę przewodnika zawodowego, a nie przełożonego czy kontrolera. To rozwiązanie jest istotne z punktu widzenia odpowiedzialności, jaka wiąże się z pracą psychologa. Opiekun ma wspierać rozwój kompetencji, pomagać w zrozumieniu realnych dylematów etycznych i praktycznych oraz ocenić gotowość do samodzielnej pracy, zanim młody psycholog weźmie pełną odpowiedzialność za swoje decyzje zawodowe.
W rozmowach z psychologami często słyszę, że to właśnie brak takiego uporządkowanego etapu przejściowego był jednym z największych obciążeń na początku kariery. Z jednej strony istniała presja rynku i klientów, z drugiej brak jasnego sygnału, kiedy kompetencje akademickie faktycznie przekładają się na gotowość zawodową. Wprowadzenie opieki po studiach w sposób ustawowy zmienia tę dynamikę. Tworzy przestrzeń na uczenie się zawodu w praktyce, ale w bezpiecznych ramach, które chronią zarówno psychologa, jak i osoby korzystające z jego pracy.
Warto też podkreślić, że ustawowa opieka po studiach nie jest równoznaczna z nadzorem terapeutycznym czy superwizją. Jest to rozwiązanie szersze i bardziej uniwersalne, obejmujące różne obszary pracy psychologa, od diagnostyki, przez opiniowanie, po wsparcie psychologiczne. W tym sensie nowa ustawa próbuje zbudować wspólny fundament zawodowy, niezależnie od dalszej specjalizacji. Dla rynku oznacza to bardziej przewidywalną ścieżkę wejścia do zawodu, a dla samych psychologów. W moim odczuciu jest to czytelny moment, w którym odpowiedzialność zawodowa staje się pełna i jednoznaczna.
Brak zapisu dotyczącego superwizji w projekcie nowej ustawy jest jednym z tych elementów, które na pierwszy rzut oka budzą najwięcej emocji, zwłaszcza wśród psychologów pracujących w obszarach klinicznych i terapeutycznych. W codziennych rozmowach bardzo często pojawia się pytanie, czy oznacza to deprecjację superwizji albo próbę jej marginalizacji. W praktyce jest dokładnie odwrotnie! Ustawodawca wyraźnie oddzielił to, co powinno być regulowane na poziomie prawa, od tego, co pozostaje w obszarze odpowiedzialności zawodowej i standardów środowiskowych.
Z punktu widzenia przepisów superwizja nie jest pojęciem jednorodnym ani łatwym do ujęcia w ramy ustawowe. Jej znaczenie, forma i częstotliwość różnią się w zależności od tego, czy psycholog pracuje terapeutycznie, diagnostycznie, w edukacji, w organizacjach czy w obszarze opiniowania. Wpisanie superwizji do ustawy wymagałoby stworzenia jednego, sztywnego modelu, który w praktyce nie odpowiadałby realiom większości specjalizacji. Brak takiego zapisu oznacza więc rezygnację z nadregulacji, a nie brak dbałości o jakość pracy psychologa.
W praktyce zawodowej superwizja nadal pozostaje jednym z podstawowych narzędzi dbania o jakość i bezpieczeństwo pracy, ale jej źródłem nie jest ustawa, lecz wymogi szkół psychoterapii, standardy towarzystw naukowych, kontrakty z instytucjami publicznymi oraz indywidualna odpowiedzialność zawodowa. W Solutio Care widzimy to bardzo wyraźnie, pracując zarówno z psychologami w zespole, jak i z klientami, którzy traktują superwizję jako naturalny element swojej praktyki, niezależnie od tego, czy jest ona formalnie wymagana.
Dla psychologa brak ustawowego obowiązku superwizji oznacza przede wszystkim większą autonomię, ale także większą odpowiedzialność za świadome kształtowanie własnej praktyki. Ustawa wyznacza ramy prawne i mechanizmy ochronne, ale nie zastępuje profesjonalnej refleksji nad własną pracą. W tym sensie brak superwizji w przepisach nie obniża standardów, lecz podkreśla, że ich realnym fundamentem nie jest przymus prawny, lecz dojrzałość zawodowa i etyka środowiska.
Wątek rozwoju po studiach bardzo często pojawia się w rozmowach, które prowadzę z psychologami oraz osobami rozważającymi wejście do zawodu. Wynika to z faktu, że przez lata granice między formalnym wykształceniem a różnymi formami dokształcania zaczęły się w praktyce zacierać. Projekt nowej ustawy przywraca w tym obszarze jasny porządek, przypominając, że prawo do wykonywania zawodu psychologa wynika z określonej ścieżki akademickiej, a nie z liczby ukończonych kursów czy certyfikatów.
Podstawą jest ukończenie studiów psychologicznych na poziomie magisterskim w ramach systemu szkolnictwa wyższego. To jedyna droga, która otwiera możliwość uzyskania prawa wykonywania zawodu. Studia licencjackie, szkoły dyplomowe, programy szkoleniowe czy nawet rozbudowane ścieżki certyfikacyjne mogą mieć dużą wartość rozwojową, ale nie nadają statusu psychologa w rozumieniu prawa.
Jednocześnie ustawodawca bardzo wyraźnie pokazuje, że zakończenie studiów magisterskich nie oznacza końca procesu kształcenia. Wręcz przeciwnie, jest to moment, w którym rozpoczyna się właściwa droga zawodowa, wymagająca dalszego rozwoju kompetencji, refleksji nad praktyką i dostosowywania się do zmieniających się standardów. Obowiązek rozwoju po studiach nie przyjmuje formy jednego, sztywnego wymogu, lecz jest wpisany w odpowiedzialność zawodową psychologa, który pracuje z ludźmi i ponosi realne konsekwencje swoich decyzji.
W praktyce, oznacza to czytelny podział ról: studia psychologiczne dają podstawy i uprawnienia, a dalsze formy kształcenia budują jakość i specjalizację. Szkoły psychoterapii, studia podyplomowe czy szkolenia specjalistyczne pozostają niezwykle ważne, ale funkcjonują jako rozwinięcie zawodu, a nie jego substytut. Taki model, choć bardziej wymagający, sprzyja przejrzystości rynku i wzmacnia zaufanie do zawodu, który opiera się na wiedzy akademickiej, a nie na skrótach edukacyjnych.
Projekt nowej ustawy o zawodzie psychologa nie jest próbą redefinicji samej psychologii ani ingerencji w sposób pracy specjalistów. Jego sens leży gdzie indziej – w stworzeniu realnych ram prawnych dla zawodu, który przez lata funkcjonował w stanie normatywnej niejednoznaczności. Ustawa porządkuje podstawowe kwestie: kto może wykonywać zawód, na jakich zasadach wchodzi się do praktyki, jakie są mechanizmy odpowiedzialności i gdzie przebiega granica między wolnością zawodową a interesem publicznym. To zmiana systemowa, a nie kosmetyczna.
Z perspektywy praktyki, nowe regulacje wprowadzają większą przewidywalność. Psychologowie zyskują jasne ramy odpowiedzialności i ochrony tytułu, a klienci otrzymują narzędzia pozwalające zweryfikować kompetencje osób, którym powierzają sprawy szczególnie wrażliwe. Ustawa nie zastępuje etyki, doświadczenia ani standardów środowiskowych, ale tworzy fundament, na którym mogą one funkcjonować w sposób spójny i czytelny.
Warto też podkreślić, że projekt ustawy świadomie unika nadregulacji. Brak ustawowego obowiązku superwizji czy elastyczne podejście do rozwoju po studiach pokazują, że ustawodawca pozostawia przestrzeń dla odpowiedzialności zawodowej i autonomii środowiska. Prawo wyznacza granice i mechanizmy ochronne, ale nie próbuje przejąć kontroli nad merytorycznym kształtem praktyki psychologicznej.
Na tym etapie mamy do czynienia z projektem, który przeszedł przez Sejm i czeka na dalsze prace legislacyjne. Niezależnie od ostatecznego kształtu przepisów, sam kierunek zmian jest czytelny. Zawód psychologa wchodzi w fazę dojrzałej regulacji, w której odpowiedzialność, przejrzystość i zaufanie przestają być jedynie deklaracją, a zaczynają być elementem systemu. Dla psychologów oznacza to więcej wymagań, ale też więcej stabilności. Dla rynku – porządek, którego brak był odczuwalny od lat.
Źródło: